Maroko 2016 cz.1

Wyjazd rozpoczął się 14/01 o 17ej. Jako ostatni zapakowany Gosi leżak.

 

12583956_10205735488720528_460789172_n
Leżak Gosi

Po drodze śnieg, mróz, ciapa i inne dobrodziejstwa zimy.

Świt pod Dreznem
Świt pod Dreznem

We Francji próbuję się wykąpać ale terma nie działa! i z pod prysznica leje się woda na cały camper. Dobrze chociaż że ogrzewanie działa perfekt. W sobotę rano gdzieś w centralnej Francji budzimy się obok padniętego TIR-a z Leszna co skutkuje podwiezieniem kierowcy do ( i z ) najbliższego sklepu spożywczego bo czekać na odsiecz to mu jeszcze kilka dni przyjdzie. Wreszcie w niedzielę o 22:00 dotarliśmy do Algeciras i próbuję kupić bilet na prom na 23:30 ale karta nie działa więc udajemy się do sąsiedniej Palmones gdzie za Carrefourem znaleźliśmy nieoficjalny parking dla camperowców i tam spędzamy noc z 13st ciepła 🙂 . Rano okazuje się że limity na karcie są niskie  – podwyższamy je i… płyniemy 🙂 Na promie grzecznie nas proszą abyśmy odprowadzili psa pod pokład do klatek – wyszliśmy 🙂 .

IMG_0100
Europę zostawiliśmy w błyskawicznym tempie 🙂

 

Przejście graniczne z państwem arabskim jest zawsze pełne wrażeń ale tym razem naciągacze nie zarobili a celnicy nie wzięli 😉 Szybka wymiana pieniędzy ( 1EU to 10.5 Dirahm ) i w drogę! Jechaliśmy po zmroku więc co chwila natykaliśmy się kontrole drogowe w liczbie 14 na 250km. Większość funkcjonariuszy rozpoznając obcokrajowców jak dawniej przyjaźnie pokazuje: jechać dalej. Jeden jednak zagadany z innym kierowcą kiwnął aby stanąć. Obszedł samochód wciąż rozmawiając woła: Salam alejkum na co odpowiadam: Alejkum salam. Śmieje się widać coś pokręciłem ale pyta: skąd? – Z Polski. – mówię. O witamy witamy Lłandoski 🙂 – pytam: What??? -On mówi: football Lłandoski. – O yeahh to od nas koleś 🙂 – mówię. Szczęśliwej drogi nam życzy i jedziemy dalej. W kilku miejscach drogi zamieniły się w klepiska po powodziach ale generalnie stan dróg uznałbym za niezły taki z Polski tuż z przed wejścia do Unii. Było późno bo około 22:00 a dzieciaki w każdej wiosce grały w piłkę, ganiały się, słowem bawiły się w swoim towarzystwie na drodze. W kolejnych mijanych miastach i miasteczkach rozkładały się stragany na wieczorne bazary z których najbardziej kusząco wołały do nas stragany z tutejszymi fastfoodami czy ze słodkimi wypiekami. Masa ludzi macha do nas, pozdrawia, aż około 23;00 przypomnieliśmy sobie że w znanym już bo znanym ale w arabskim kraju jesteśmy znaczy takim groźnym dla Europejczyków. Na campingu spotykamy ok 30 innych camperów głównie z Francji i paru Niemców więc domyślamy się że rano będziemy atrakcją turystyczną.

12625865_10205734805063437_224906225_n
Camping z jednej strony
12570880_10205734806383470_914885593_n
Camping z drugiej strony

Rano „przypadkowo” przedefiladowało koło nas pół campingu wyczekująco spoglądając aż usłyszeli Dzień Dobry! na co radośnie odpowiadali: Bonjour. Za sąsiadów jednak mamy emerytowanych Niemców, którzy na Dzień Dobry dwuznacznie się zachowali! ale za to po godzinie gdy zobaczyli nasz rozpakowany camper (naprawa cieknącego prysznica i ogólna reorganizacja) bezczelnie weszli na naszą ‚posesję’, pokomentowali po swojemu wyłożony na trawniku nasz „park narzędziowy” po czym poszli do „środka” gdzie wytłumaczyli Gosi że camper super tylko jeszcze teraz go musimy obrócić do słońca żeby lepiej się suszył po nocy (?!!!) – a wszystko w przyjaznej, „dobrosąsiedzkiej” atmosferze. Zaraz potem pojawia się lokals, (jak on nas znalazł?!) który pokazuje mi zadrapania i pęknięcia czy wręcz roztrzaskania zderzaków i ich boczków (ostatnie tygodnie były ciężkie dla tych części camperka jako że uczyłem się jeździć takim długim bolidem). Następnie mi oświadcza, że jest specjalistą od takich rzeczy i za jedyne sto jurasków to wszystko naprawi i ślicznie wylakieruje pod warunkiem że damy mu dwa dni czasu. No to się podelektujemy urokami nieturystycznego miasta Kenitra i truskawkami z właśnie rozpoczętych tutaj zbiorów.

12625819_10205734792103113_270643905_n
Truskawki

Dodaj komentarz