Maroko cz.3

Jak tylko spaliłem TV w trakcie robót ulepszająco-naprawczych ruszyliśmy w stronę Agadiru, gdzie przylatuje wkrótce Usio. Znaleźliśmy dwa rewelacyjne miejsca noclegowe na dziko.

IMG_8532

Pokręciliśmy się po Agadirze – miasto średnio ciekawe – po zrujnowaniu 30 lat temu przez trzęsienie odbudowane jak klocki. Kupiliśmy net (rewelacyjne rozwiązanie: Meditel za 65pln 20giga na m-c). A nastp. odebraliśmy Uśka z lotniska ale zanim to się stało…

IMG_4760

IMG_8508IMG_8513

Ciekawostka: Wjeżdżając do Maroko drogą lądową z namiotem na dachu czy też camperem wypełniasz na druczku miejsce docelowe dość ogólnikowo podając miasto – w naszym wypadku podałem najdalszy punkt czyli Dakhla i  po problemie. Zaś na lotnisku w Agadir pogranicznik po prosił Mateusza o podanie precyzyjnego adresu!!! Dobrze że pod ręką miałem papiery z listą campingów i podałem mu adres w okolicy z kodem pocztowym bo też był wymagany inaczej –  stwierdzili że go nie wpuszczą.

Po tym ruszyliśmy prosto na południe. I znów kontrola za kontrolą z tym że tym razem im bliżej Sachary Zach tym częściej to my jesteśmy zatrzymywani podczas gdy lokalsi są przepuszczani. Szybko się domyśliliśmy, że byliśmy „przekazywani” od jednej czatowni do drugiej. Zaznaczę że absolutnie wszyscy policjanci zwracali się po francusku bez żadnych kombinacji z arabskim. Gdy jednak uświadamiałem ich że nie da rady łamanym ale angielskim dobrze dawali sobie również radę. Ba! jeden był biegły i w angielskim i manierach i w angielski sposób przeprosił za zatrzymanie i grzecznie zapytał czy rozumiemy że oni mają na tym terenie problem i dlatego muszą o nas więcej się troszczyć? – Oczywiście rozumiemy że to dla naszego bezpieczeństwa i dziękujemy. Po sprawdzeniu (wbiciu danych z ) paszportów oddał pojedyńczo każdy z nich i dowód rejestracyjny ze słowami: Thank you for your calaboration. (Miałem na końcu języka że colaboration Polakom to raczej źle się kojarzyć będzie i lepiej użyć słowa cooperation ale po co psuć miłą atmosferę) pojechaliśmy dalej.
W nastp. miasteczku zatrzymał nas krawężnik bo jak Gosia to potem określiła: wleźli jej w kadr i zasłaniali widoki na miasto – a któż to się odważył?! „Pick up” służby bezpieczeństwa wysunął się z bocznej ulicy i turlał się przed nami a Gosia nie zwróciwszy na nich uwagi (jak wiadomo auta bezpieki nie robią wrażenia na kobietach 🙂 ) strzelała sobie focie aż ją zauważył policaj na chodniku i zabrał iphonika… i…. z tego miasta nie mamy ani jednego zdjęcia 🙂

Ciekawostki: Służby te są bardzo uprzejme i nie odczuwa się żadnego dyskomfortu psychicznego do tego stopnia, że gdy na dwóch posterunkach podjęli się próby wyłudzenia łapówki wyśmiałem ich i wyszedłem oznajmiając że czekam na dokumenty w samochodzie – dokumenty z życzeniami good luck za chwilę się pojawiały. Druga: gdy podaliśmy za pierwszym razem paszport Mateusza z okładką w której miał karty i inne dokumenty oficer zabrał je do budki z której wypadł jak poparzony za parę sekund prosząc aby zabrać wszystko i zostawić mu tylko paszporty. Prawie za każdym razem dokumenty były zwracane po sztuce aby nie było niedomówień że coś straciliśmy!

IMG_4851
Wrota Dakhli – nowoczesne miasto – z dekoracjami bożonarodzeniowymi 🙂 wiszącymi na głównej ulicy

Poza procedurami bezpieczeństwa całe 1156 km do Dakhli minęło nam na podziwianiu kilkunastu miejscowości, i 4 czy 5 miast, które na Saharze są specjalnie budowane przez Marokańczyków metodą stosowaną na zach. brzegu Jordanu przez Izrael. Trzeba nadmienić że są budowane nowocześnie, z rozmachem i widać że są doinwestowane a niektóre wręcz ociekają bogactwem.

IMG160126-192347

Pustynia nie wygląda jak na filmach z beduinami i wielbłądami zamiast diun piachu widać kamieniste bezkresne powierzchnie porośnięte chwastami – choć w jednym miejscu widzieliśmy kwadromę ‚odśnieżającą’ autostradę z nawianego przez noc piachu.

IMG_4812

Aaaa bym zapomniał 250km przed Dakhlą znaleźliśmy przecudowną plażę ukrytą pod klifami na której stacjonowali w trójkę trzy campery z Niemiec, Francji i Belgii

IMG_8582
Szczęście w tych przyciemnionych szkłach – Bezcenne!
IMG_8573
Spróbujemy stanąć na tej plaż w drodze powrotnej – może te małe czerwnono-czarne france polecą gdzieś indziej 🙂

i nawet chcieliśmy tam zostać ale jeszcze w życiu nie widzieliśmy takiej masy biedronek jak tam! A czy macie pojęcie jak one gryzą???

2 Comment

  1. Darek says: Odpowiedz

    Cieszymy się ,że rodzinka w komplecie. A jak tam z temperaturą wody ? Można się wykąpać ewentualnie coś ciekawego złowić? Zazdrościmy Wam tych ,krótkich spodenek,klapek, i T-shirtów… Trzymajcie się camperów , życzymy ciekawych miejsc!
    Szerokości!!!
    Ciepluszki

    1. admin says: Odpowiedz

      Niestety temperatura wody pozwala tylko na wejście aby pozować do zdjęć 🙂

Dodaj komentarz