Maroko cz.5

 

Cóż z Mhamid pojechaliśmy do Warzazat gdzie pooglądaliśmy trochę Kasb (zamko- miasta) a i poznaliśmy francuzką właścicielkę campingu, która ma też własną Kasbę. mającą 1500m2  remontują już od 28 lat!

Dzień za dniem, dojeżdżamy do Marakeszu gdzie wieczorek spędzamy na pochłonięciu kuskusów i tajinów na placu Jaama el Fna

IMG_20160207_192200

IMG_5124

IMG_20160207_194357

a potem powłóczyliśmy się nocą po wąskich uliczkach szamiąc słodkości to tu to tam. No i powrót na camping gdzie imprezka alkoholowa żabojadów rozpoczęta we wczesnych godzinach porannych (nie wiem tylko, którego dnia ) jeszcze się nie zakończyła 🙂

Ze dwa noclegi nad oceanem i… Usio poleciał do Londynu. 🙁

Hulneliśmy w stronę Sidi Ifni…

Jadąc wzdłuż oceanu natknęliśmy się na Mirleft gdzie prawie całe miasteczko jest wykupione przez Francuzów i znów ktoś nas zatrzymuje i po francusku nam tłumaczy że jego mama Polka! 🙂 – to miłe – ktoś już nie mówi naszym językiem ale ciałem zasłania wąską uliczkę żeby nam zakomunikować że w nim też jest coś z Polaka i cieszy się że nas widzi…

Jedziemy dalej a na jednym z klifów taki widok:IMG_5260

Okazało się iż Piotr, Sylwia, Tomasz i Krzysztof właśnie wracają z rajdu Budapeszt – Bamako (to w Mali jeszcze za Mauretanią) no więc ten przesympatyczny wieczór spędziliśmy razem głównie na opowieściach afrykańskich i takich tam podróżniczych historyjkach warsztatowych 🙂 I znów zajefajne uczucie za sprawą spotkania rodaków 4500km od Łodzi. Ba rodaków, którzy przy powitaniu stwierdzają że po świecie to jeżdżą tylko wieśniaki z Opoczna lub z Piotrkowa (oni z Piotrkowa 🙂  – my z Opoczna 🙂  )

IMG_5276

 

Nastp. dnia bazar w Sidi i dalej na południe.

Dwie godziny póżniej zdałem sobie sprawę że czeka mnie jakaś beznadziejna niespodzianka na drodze bo GPS każe cały czas zawracać i objeżdżać – ja uparty – nigdy nie zawracam… aż tu kanion i most a za nim ostre podejście i to bez asfaltu 🙁 Na moście para dziadków z Francji włączają sprzęgiełka (napęd na cztery koła) w toyce z kabiną campingową na pace z przed 30 lat. Ja cóż … tu się nic nie wymodzi – więc prosto z mostu ostro napinam w górę. Camper na asfalt i napęd na dwa koła a w dodatku na przód zrobiły swoje. Wróciłem tyłem z prawie szczytu!!!! Na moście pytam dziadka: Are you going there? – Of course!! – odpowiedział z szyderczym uśmiechem i … pojechali dwoje osiemdziesięciolatków z nieukrywaną satysfakcją że pokazali szczeniakom na co ich stać. Nam pozostała mała satysfakcja że tak czy inaczej sprawiliśmy im radochę. 🙂

I właśnie po tym zdarzeniu z ust Gosi padły słowa, których nic nie przebije w najbliższej przyszłości a na pewno ja jej ich nie zapomnę 😛 – zdjęcie tytułowe tego postu wszystko wyjaśni ale o szczegółach następnym razem…

 

KOCHAM CIĘ GOSIU 🙂

 

 

2 Comment

  1. J i B says: Odpowiedz

    nigdy nie mów nigdy – a propos zawracania;)
    MANik fajny i tu „ale” – prawko na C i winietki na ciężarówkę plus viatoll w PL i wir w zbiorniku
    zapraszamy do nas pojeździsz MANem 3 osiowym

  2. A Żuk wjeżdżał tam gdzie chciał;-) I to bez 4×4 😉 Ale chyba mu dodam reduktor.

    Grzmiący Rydwan pozdrawia;-)

Dodaj komentarz