Maroko

Oczekujący na nas Teresa z Andrzejem zaczęli nas poganiać z dnia na dzień wywierając na nas co raz większą presję. Ruszyliśmy więc 6go listopada i EU przelecieliśmy w ciągu trzech i pół dnia.

Rano 10go w Almerii przywitali nas towarzysze dalszej podróży.

img_6489
Andrzej i Teresa

oraz Bibi z Waldemarem

waldi
Nadzwyczaj nieśmiała, skromna i wyciszona para – po wielu prośbach w końcu udostępnili zdjęcie ale tylko z troszkę śmielszym Waldemarem choć w nieco zakamuflowanej postaci…

img_6419
Pobudka w Almerii

 

Tego samego dnia po południu przerzuciliśmy się do Maroka. Polecam prom z Almerii do Tangeru Med. ponieważ koszt to 178€ za dwie osoby i camper w dwie strony z otwartym biletem powrotnym i darmowym wifi.

 

W ciągu najbliższych dwóch miesięcy wydarzyło sporo mniej lub bardziej ciekawych zdarzeń niestety mój blog zawiesił się a ja straciwszy nadzieję na reaktywację, nie zrobiłem notatek i nie za wiele mam do powiedzenia. Postaram się nadrobić kilkoma zdjęciami:

Zacznijmy od tego niepozornego i potulnego pieska o spojrzeniu rudego przyjaciela Shreka
Zacznijmy od tego niepozornego i potulnego pieska o spojrzeniu rudego przyjaciela Shreka.

 

Który okazuje się że ma dwa oblicza...
Który okazuje się że w Maroko ma dwa oblicza… Fot. A. Walczak

 

Czasem jadamy w Agadirskim porcie
Czasem jadamy w Agadirskim porcie

 

img_6485
Niektórym są dane  piesze wycieczki po okolicy w której nocujemy Fot; Teresa Walczak

 

Kiedy indziej gramy w rzutki
Kiedy indziej gramy w rzutki

 

Zdaża się też biesiadować z lokalnymi ludźmi
Bywa że biesiadujemy z lokalnymi ludźmi

 

 

I podglądać jak się piecze chleb domowym sposobem w Maroko.
I podglądamy jak się piecze chleb domowym sposobem w Maroko.

 

Zdaża nam się też wypuścić ze dwie modelki na wybieg
Zdarza nam się też wypuścić ze dwie modelki na wybieg 🙂

 

A temu wszystkiemu towarzyszą cuda lokalnej natury.
A temu wszystkiemu towarzyszą cuda lokalnej natury.

 

Latarnia morska w Sidi Ifni o świcie
Latarnia morska w Sidi Ifni o świcie

To tyle z nudnych rzeczy bo najciekawszymi okazały się… błotka i piaski 😉

 

Oczywiście nie dałem wyrwać sobie palmy pierwszeństwa w pierwszym zakopaniu się w błotku - tak po osie!
Oczywiście nie dałem wyrwać sobie palmy pierwszeństwa w pierwszym zakopaniu się w błotku – tak po osie!

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Inni też coś tam czasem zrobili żeby grupa mogła się zjednoczyć poprzez pot i wysiłek Fot. A. Walczak

 

Ale tylko mój był ciągany traktorkiem w asyscie naszych pań które jak widać sprawdzały czy aby prosto jadę
Ale tylko mój był ciągany traktorkiem w asyście naszych pań które jak widać sprawdzały czy aby prosto jadę Fot A. Walczak

Ale żeby nie wymawiać się tylko zdjęciami wspomnę że w trakcie podróży zdołałem zainteresować wpisami na fejsie właściciela firmy Tatuin a ten lwim wysiłkiem reaktywował bloga czego nie chcieli dla mnie zrobić operatorzy z nazwa.pl kiedy zadzwonili aby pobrać opłaty za niedziałającą stronę na rok przyszły. Dodam jeszcze że blog został przeniesiony na serwery Tatuin i to z dużą korzyścią dla mojej kieszeni.

Bez notatek z pamięci przytoczę zatem parę następujących zdarzeń…

Odwiedził nas na święta w Dakhli syn Mateusz z którym i  innymi poznanymi Polakami na kampingu pod Dakhlą spędziliśmy święta.

Wigilia w poszerzonym gronie z Marzenką i jej hiszpańskim przyjacielem
Wigilia w poszerzonym gronie z Marzenką i jej hiszpańskim przyjacielem

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wśród nich byli dwaj przesympatyczni i zasługujący na maksimum szacunku Jacek i Mirek – Ci panowie dojechali tu na… rowerach. Więc jak ktoś Wam będzie wciskał że na Saharę to tylko terenówką to możecie się ośmiać mu w twarz bo zajechać tu można i camperem i rowerem

imag0678
Jacek w środku i Mirek po prawej.

Dla naszego syna najciekawszy okazał się dzień  jego wylotu z Dakhli do Agadiru. Rano tego dnia dowiedzieliśmy się że lot linii Air Morocco jest odwołany z powodu burzy piaskowej! Wielkie mi co! Widoczność powietrza w poziomie tak na 400m ale za to jak spojrzysz w górę to słońce widzisz!

Wyglądało to w praktyce tak. Prawda że przesadzali?
Wyglądało to w praktyce tak. Prawda że przesadzali?

Tak czy inaczej musieliśmy go wysłać alternatywnym transportem czyli autobusem lokalnych linii. Jednym z tych które, wszyscy kierowcy przeklinają na całej Saharze bo popier…ją jak opętane spychając wszystkich z asfaltu. Czynią to w imię swojej niezawodności w dostarczaniu pasażerów na czas – tu trzeba oddać im pokłon. Niestety lot z Agadiru do Londynu odbył się bez Mateusza bo jazda autobusem trwa 25 godz. a jest do przejechania przeszło 1300km. W trakcie jazdy do Marakeszu autokar musiał się kilkakrotnie zatrzymać na check pointach gdzie kilkakrotnie wchodził oficer służ bezpieczeństwa do autokaru żeby sprawdzić czy… Mateusz jedzie i czy wszystko z nim w porządku 🙂 (jako jedynemu Europejczykowi w autobusie) Przygoda ta zakończyła się jeszcze kilkunastogodzinnym oczekiwaniem na nowy samolot na lotnisku

Pamiętajcie że co nas nie zabija to nas wzmacnia. I tak oto przygoda z nielatającym samolotem nauczyła nas jak zajmować sobie kolejkę w Maroko. Ta układanka przedmiotów jest... kolejką do okienka. Osoba na początku kolejki przesuwa przedmioty a ludzie się kręcą jak chcą i gdzie chcą. Straciliśmy ze dwa miejsca w kolejce zanim zrozumieliśmy o co chodzi :)
Pamiętajcie że co nas nie zabija to nas wzmacnia. I tak oto przygoda z nielatającym samolotem nauczyła nas jak zajmować sobie kolejkę w Maroko. Ta układanka przedmiotów jest… kolejką do okienka. Osoba na początku kolejki przesuwa przedmioty a ludzie się kręcą jak chcą i gdzie chcą. Straciliśmy ze dwa miejsca w kolejce zanim zrozumieliśmy o co chodzi 🙂

Niestety przygód to nie koniec bo zdarzyło niektórym z nas sponiewierać jakiś automobil na marokańskich rejestracjach w trakcie cofania. Udało się wykupić za jedyne 50€ co jest niewygórowaną kwotą w stosunku do rozmiaru szkody – zresztą przy wypłacaniu nastąpiła ciekawa sytuacja bo nikt nie chciał wziąć od nas pieniędzy w końcu musiał je przyjąć blacharz, który wycenił szkodę.

My zaś zrobiliśmy ostatnie zakupy żywnościowe. Ponieważ jutro ruszamy dalej na południe w kierunku granicy z Mauretanią gdzie zaczyna się prawdziwa czarna Afryka ale dostępu do niej broni zaminowany, czterokilometrowy pas ziemi niczyjej na którym pod żadnym pozorem nie wolno się zatrzymać zanim się nie dojedzie do przejścia Mauretańskiego.

 

Na zakończenie wspomnę że brygada nam się wykruszyła o Bibi i Waldiego, którzy z powodów zdrowotnych są zmuszeni odsapnąć i pozostać w Dakhli. Dziękujemy za towarzystwo i niezapomniane godziny śmiechu…

 

 

1 Comment

  1. Andrzej says: Odpowiedz

    Pisz Czarku, pisz. Masz fajne pióro. Polska w okowach mrozu, a my czujemy się, jak byśmy z Wami jechali. Pozdrowionka

Dodaj komentarz