#Mauretania wjazd, wiza i mity podróżnych bajkopisarzy.

 

Na przejście graniczne dotarliśmy po zmroku wcześniej zatankowawszy do pełna na stacji po prawej (jedna z dwóch – wcześniejsza) zarówno paliwo jak i wodę potem jedziemy w kolejkę.

O 9ej rano po otwarciu wjeżdżamy na przejście gdzie mnie zaraz jakiś jegomość „wzburzył” wysyłając mnie na skaner i burząc mój plan szybkiego pokonania tej części granicy. Po ostatnich wpisach naszych danych do ostatnich zeszytów wkońcu ukazuje nam się Ziemia niczyja. Jest to przeszło trzykilometrowy pas ziemi rozdzielający Maroko od Mauretanii. Bajki niosą że pokryty minami i wysadzonymi na nich samochodami. Otóż znów okazało się że z wielkiej ekscytującej przygody wyszła dupa. O minach to najstarsi indianie nie słyszeli, wraki zaś które tu były (dawniej powstawały w wyniku rozbiórki aut na części, które Mauretańczycy nie wpuścili do kraju) już rozebrano i wywieziono na złomowiska.

Tu wspomnę że 200 km przed granicą na jednej stacji paliw spotkaliśmy Juana postać nietuzinkową podróżującego hiluxem, z którym zamieniłem kilka słów i od razu się umówiliśmy na spotkanie się na granicy i wspólne czekanie na obniżenie ceny wizy do Mauretanii.

  1. Juan i ja gdzieś na Saharze znając
    Msię od 3 min. ustalamy że spotkamy się za kilkaset km i Afryka o nas usłyszy.

W ciągu paru zdań Juan powiedział mi że wracał właśnie z tego przejścia bo wiza 120€ to za drogo dla niego (w tej samej rozmowie namówiłem go na powrót na granicę) ale za to fajne życie toczy się z w strefie niczyjej i na przejściu granicznym. Rozbawił mnie choć zastanawiałem się co to znaczy i tak mnie to zaciekawiło że zaproponowałem naszej grupie sylwester między granicami państw. Jednak Andrzejek zaczął straszyć dziewczyny hordami gwałcicieli z Polisario (zbrojne ramię Saharyjczyków walczących o odzyskanie niepodległości z pod Marokańskiego zaboru zajmujących właśnie tereny niczyje) i morderców podrzynających nam gardła. Hmmm nawet sobie ze dwa dni poszydził ze mnie ale okazało się że to kolejny mit – w niektóre noce połowa trasy w strefie była zastawiona oczekującymi na odprawę ciężarówkami i rzeczywiście życie płynie tam sielsko i sympatycznie i na pewno bezpiecznie! 

Niestety z odległości widać powiewające flagi Saharyjczyków i pojazdy ONZ

Co natomiast było idiotycznego w strefie? Otóż okazało się że trzy tyg wcześniej Marokańczycy zaczęli budować tam drogę asfaltową bo jedzie się tam po skałach i udało im się zrobić z kilometr może więcej gdy nagle wyskoczyły z za hałd Polisaryjczyki i zaczęli trząść szabelkami! Jak się dowiedziałem 2 dni wcześniej od Chińczyków z sił ONZ to istna parodia westernu imbecyle na toyotach stające okoniem rozwojowi! Rzeczywiście wygląda to idiotycznie  przy końcu asfaltu stoją toyki markańczyków a 100 m dalej toyki tych drugich a obok na wzgórzu stoi camper (bo wielkie państwo musi mieć wygody) i toyka darmozjadów czyli ONZ-u. Oczywiście budowa drogi jest wstrzymana bo na co komu rozwój gospodarczy. Czekajcie skąd ja to znam??? Czy to nie w Polsce jakiś człowiek ostatnio powiedział że jest w stanie poświęcić rozwój gospodarczy Polski dla zrealizowania swojej wizji Polski?

No i tym politycznym akcentem przechodzimy do politycznej części naszej wyprawy. Otóż wjeżdżamy na granicę Maury zostajemy jak się okazało pobieżnie sprawdzeni przez celniko- żandarma ( z psem sobie darował jak zobaczył Milo) i uderzamy do wizowego a tam spodziewana niespodzianka czyli wizy dalej po 120€ a nie 40€ jak obiecał prezydent Mauretanii przed nowym rokiem. Cóż nam pozostało… w końcu jesteśmy emerytami, którzy mają dużo czasu i mało pieniążków a ta kompilacja mówi wprost: To my se kur… poczekamy na te tańsze 🙂 Zajeliśmy wskazane na końcu placu miejsce i… rozbiliśmy z miejsca obóz. Po dwóch godz. zaczęto się nami interesować. Co, kto, po co i czy to żart? Po czterech pojawił się jegomość z lokalnej prasy który nagrał co mamy do powiedzenia i zniknął. Potem zaczęli się schodzić wszyscy mówiąc że obniżka już w zasadzie lada moment będzie ale nie ma jeszcze pisma z ministerstwa. Drugi dzień był gorszy bo to co miało się wydarzyć tego dnia zaczęto nam mówić że stanie się za kilka dni. Trzeciego dnia zaczęliśmy „uwierać” pracowników przejścia bo wiecie to jak w filmie Terminal jak żyjesz gdzieś to łazisz jak łazisz to zaglądasz i poznajesz i ludzi i zdarzenia. Więc wkrótce wiedzieliśmy kto? ile? Za co? Tego dnia sytuację podkręcił Juan, który właśnie do nas dołączył przywożąc chleb i karty doładowania marokańskiego interneta 🙂 W ten sposób powstało już porządne obozowisko, które zaczęło się odgrażać celnikom wydzieleniem strefy polskiej i pobieraniem naszego myta za „nasz szlaban” przy którym byliśmy rozbici.

The Magnificient Seven czyli czworo Polaków, Hiszpanka Teti, Portugalczyk Juan i… Anglik Milo na tle obozowiska tuż po usłyszeniu info o obniżce cen wiz

Celnicy a po nich żandarmi a na koniec policjanci zaczęli do nas pojedyńczo podchodzić i truć różne bajki że: jesteśmy biali i mamy płacić i ch… albo że nikt nie opuści nam kilku wizy bo prezydent powiedział że w ciągu roku opuści a nie od początku roku i takie tam. W końcu czwartego dnia od samego rana zaczęli wpadać jak churagany „myfriendy” z radosną nowiną: Wygraliśmy!!!! opuszczają do 40 dziś! za godzinę! To za godzinę trwało do 16ej a 40€ zmieniło się w 55€  ale nie zmienia to faktu że dnia 5go stycznia o 22:35 po niezliczonych godzinach kolejki rodem z Misia (!) byliśmy pierwszymi białymi którzy otrzymali mauretańską wizę grubo poniżej 120€ Tu serdecznie pragnę pozdrowić Pana Holendra z  i wielu innych szyderczo nas wyśmiewających Francuzików. Z przyjemnością i wyrazami szacunku muszę za to powiedzieć że wszyscy mauretańscy oficerowie podkopujący wcześniej nasze morale 06/01 w czasie wyjazdu złożyli nam gratulacje. Jak to było: Nie chcem ale muszem? 

A to jest najuczciwszy cinkciarz jakiego spotkałem. Na przekór mi samemu trzy razy liczył aż mi udowodnił że ma mi jednak wydać więcej. Zdecydowanie polecam człowieka!

 

 

 

Dodaj komentarz