Mauretania

Wraki w Nawazibu

Z granicy pojechaliśmy do miasta Nouadhibou gdzie zdobyliśmy ubezpieczenia komunikacyjne na Mauretanię. Moje było drogie więc musiało ulec daleko idącym negocjacjom. Na granicy jest budka z ubezpieczeniami do której wyganiają policjanci z przejścia jednak można ją bez większych kombinacji ominąć i nabyć je w mieście. Tu się dowiedzieliśmy że każda z firm ubezp. Z miasta ma dyżur w budce granicznej dwa dni w miesiącu i teoretycznie stawki powinny być jednakowe ale w związku z tym że dyżur jest raz w miesiącu ceny są windowane. Jeśli jedziesz w dół Maury nie mając czasu i nie interesuje Cię start w porcie o 17ej najdłuższego pociągu świata to stracisz około 100 km wjeżdżając na półwysep więc warto się zastanowić nad sensem jechania po samo ubezpieczenie do tego miasteczka. Koszta ubezpieczeń podane będą w dziale informacji praktycznych o Mauretanii.

Z ciekawostek… zanim dojedziecie do miasta stracicie 5 fiszek ( z powrotem czeka Was to samo). W mieście była prowadzona przez Polkę panią Marię restauracja Monaco jednak została już przejęta przez Hiszpana. Znajduje się tu port rybny – który większość Pań nie zdzierży ale próbujcie. Tu też doradzam zrobienie zakupów warzywno – owocowych ponieważ im dalej na południe tym mniej ich i ceny rosną wielokrotnie. Poza tym za miastem po stronie wschodniej można zobaczyć jeszce parę wraków statków, które są jednak na Nasz koszt rozbierane (UE płaci za to) i przespać się na klifie koło latarni morskiej w Cansado .

Dane naszych noclegów najprościej znajdziecie w programiku: iOverlander w którym, zamieszczam warte spędzenia czasu miejsca a także miejsca z potrzebnymi mediami typu ubezpieczenie, wymienić pieniądze. bankomat obsługujący polskie karty, nabić butlę z gazem czy jest ujęcie wody. Znajdziecie je też w dziale praktycznym.

 

Ruszyliśmy na południe nastp, dnia i przejechaliśmy prawie 300km a nocowaliśmy koło czegoś w rodzaju obserwatorium wojskowego prawie na plaży. W miejscu tym znajduje się coś w rodzaju prowizorycznej wioski rybackiej stworzonej i zamieszkałej przez Senegalskich uchodźców. Miejsce spokojne i stosunkowo mało natrętni.

Stolica Nouakchott to… obrzydliwe miejsce. Prawie wszystkie banki poza jednym nie obsługują polskich kart. Ceny wszystkiego wyższe od marokańskich o30-50% i czuć prawdziwą czarną afrykę czyli smród, bród.

Ciekawostka Mauretania to jedyne państwo w którym to mężczyźni piorą w pralniach ulicznych

Słyszałem opowieści o masakrze ruchu drogowego – według mnie jeżdża jak idioci ale znośnie, gorzej jeżdżą w Rzymie (skręcanie z lewego pasa w prawo na skrzyżowaniu) a bezmyślność jest równa niemieckiej na autostradach ( z rozpędu wyprzedzanie ciebie, hamowanie do bólu i zjeżdżanie z drogi). Ciekawostką w ruchu drogowym jest to że światła czerwone są czymś w rodzaju… sugestii i mają absolutnie niezobowiązujący charakter. Kolega Andrzejek próbował z tym walczyć ale w końcu zaczął się stosować do panujących lokalnie reguł.

Jedyna ciekawostka w stolicy to plakaty na ulicach upamiętniające dziesiątą rocznicę śmierci Saddama Husajna. Cóż, coś musi być nie tak z przekazaną nam przez USA historią o tyranii tego człowieka skoro tysiące km od jego kraju obchodzi się jego rocznicę.

Ruszyliśmy na wschód w kierunku Ayoun El Atrous ostatniego miasta przed granicą z Mali ok 900km od stolicy. Krajobrazy się przewijały od pustynnych

Do stepowych

A w końcu stepowo- górskich.

Nocowaliśmy na dziko cztery noce przy czym raz musieliśmy zmienić pierwotną lokalizację ( na brzegu wioski) z powodu niesamowitej ilości dzieci, które zaczęły oblegać campery a ich matki przyglądały się z dystansu. Doświadczenie powiedziało nam że to kwestia czasu kiedy zaczną się próby zrywania naklejek czy urywania loga auta. Zwłaszcza że wioska ta była pozbawiona… mężczyzn! (Podobno pracujących w EU i przyjeżdżających raz do roku żeby zobaczyć nowo narodzone dziecię i zapewnić sobie widoki na przyszłoroczną wizytę ). Zwrócić trzeba uwagę że mężczyźni i generalnie ludzie starsi są darzeni tak jak w Maroku niesamowitym respektem. Czasami gdy hałastra dzieci dokuczała nam wystarczyło żeby przejechał jeden dorosły coś „warknął” i całe towarzystwo znikało z naszych oczów.

Innym razem stanęliśmy przy szutrowej drodze i tego popołudnia przejechały koło nas wszystkie samochody z wioski do której ta droga szła

Gaz w Mauretanii można nabić na kilogramy

Kwestia zachowań i bezpieczeństwa generalnie wypada pozytywnie w tym kraju. Ludzie podobnie jak w Maroko machają i wołają z daleka: Sava? Podkreślam że nie są prawdą historie jakoby żandarmeria na noc zatrzymywała podróżnych na check pointach na siłę i zmuszała ich do spania tam ze względu na bezpieczeństwo. Jedynym wypadkiem kiedy się to przytrafiło było to Ayoun lecz tam jestem w stanie to zrozumieć choć też ani na moment nie poczułem dyskomfortu w kwestii bezpieczeństwa.

Chodzą też legendy o wyłudzaniu przez żandarmerię z checkpointów łapówek przeważnie drobnych. Przeczytałem historie na hiszpańskiej stronie i słyszałem że są to przeważnie kwoty do 20

pln i że podobno bywają nawet agresywni ci panowie. Osobiście co mnie spotkało to raz metodą na „śmieszka” wesoły wojak zapytał o cadu for baby ale uśmiech mu zniknął gdy dotknąłem jego pagonów i po angielsku wyraziłem swoją opinię co takie zachowanie ma wspólnego z godnością oficera i rzecz jasna skończyło to dalszą rozmowę. Druga historia to na „chorowitka” gentelmen stwierdził że nie ma okularów i nie widzi co my w paszportach mamy. Zakończyła się moją ripostą że mi też wzrok słabnie i muszę najpierw zarobić na swoje okulary – rozstaliśmy się śmiejąc z tego i jeszcze kilku innych żartobliwych wymian zdań – powiedziałbym przyjaźnie. Drugi towarzysz naszej podróży nie odczuł niczego ponieważ ustaliliśmy że gdy usłyszy słowo Cadu ma kierować wszystkich do mnie co też niezwłocznie czynił. Czemu tak łatwo? Teorii mamy kilka i możliwe że wszystkie po trochu są słuszne. Najgłówniejsza to pewnie fakt że jechaliśmy na dwa auta a tłum zawsze zniechęca pamiętajcie potencjalnych szubrawców. Inna to że Maura widząc efekty otwarcia się na EU w Maroku też nastawia się na turystów.

Bywa niestety że ludzie zaczepiają podróżnych o cadu (prezent) ale robią to nienachalnie i jedno NIE zazwyczaj wystarcza. Zaznaczam że przemieszczając się przez to państwo i nocując przy wioskach dochodzę do wniosku że winę za to ponoszą „biali” Okazuje się bowiem że jak wybudowano tą drogę z pustyń i stepów przenieśli się wszyscy pasterze i postawili szałasy bo rozniosła się wieść że na drodze wszystko dostaje się darmo od białych. Mówię to z całą odpowiedzialnością widziałem ludzi dobrze uposażonych wysiadających z Hiluxa lub Landcruisera prawie nowego wysadzających dzieci i pokazujących kierunek na nas żeby przybiegły coś wyciągnąć! Ponadto ludzie Ci są biedni bo… oni nic ale to nic nie robią przez cały dzień! W porównaniu do nich to my jesteśmy robolami. I ostatnia rzecz: Ci ludzie są biedni ale nie nieszczęśliwi. Osobiście myślę że Polacy będąc niepomiernie bogatsi są wielokrotnie nieszczęśliwsi. Im jest tak po prostu dobrze – oni nie chcą naszego ruchu, stresu i pogoni za nowym autem, domem perfumą czy spodniami a jeśli to chcą to wyjdą na szosę i białas im da…

Konkluzja ogólna: jest to kraj tranzytowy, który trzeba przejechać jadąc do reszty Afryki. A jak trzeba to nie ma co narzekać że nie ma tu prawie nic ciekawego.

 

 

 

 

2 Comment

  1. Danek says: Odpowiedz

    Witam, zaciekawil mnie ten wpis – sam wybieram sie w te rejony za dwa miesiace. Czy mozna sie z wami w jakis sposob skontaktowac, aby dowiedziec sie czegos wiecej?

    1. admin says: Odpowiedz

      Obawiam się że za późno sprawdziłem blog ale może nie… Wysłałem maila. Zapraszamy rozmowy
      Powodzenia w podróży

Dodaj komentarz